Kot Behemoth w poszukiwaniu Autorycza

Wpisy

  • czwartek, 25 sierpnia 2016
    • Oj, ciężko przewijać, o Rio, ale z boku.....

      Ponieważ się zrobiło gęsto, tym postem spróbuję scisk rozluźnić:-)

      Prezentuję poniżej felietonik "z odzysku" - taką lużną impresję, a własciwie drobne uwagi o charakterze "socjo-politycznym".

      W dodatku jest to ordynarny repost z przekacap.pl, ale dobrze chociaż, że autoplagiat! Pozdrawiam! Tworzę tyle miejsca pod nowe wpisy, że z czystym spokojem podążam na urlop. Zapowiada się upalnie...

      =======================

      Na samym początku Olimpiady jakis sportowiec z Korei Północnej ze łzami w oczach kajał się, przepraszał, że zawiódł zaufanie partii i państwa, obiecywał poprawę, bo zdobył tylko srebrny medal. Jednym słowem nie potrafił wszystkim naocznie udowodnić, tezy o wyższosci krainy powszechnej szczęsliwosci nad resztą swiata. W srodku Olimpiady widzielismy piękny obrazek, który obiegł cały swiat; dwie młode i ładne Koreaneczki, ciesząc sie z życia i usmiechając sie do siebie zrobiły sobie wspólne selfie. Sęk jednak w tym, że jedna była z Północy a druga z Południa, w runecie pojawiaja sie pierwsze informacje, że ta Północna ma duże kłopoty, oskarżana jest o zdradę, co jest zagrożone karą smierci. Mysle więc, że MKOL mógłby się zająć także, a może nawet bardziej kwestią uczestnictwa w Olimpiadzie państw, których zawodnicy muszą walczyć o życie.

      Trochę wygibasów wymagała praca kamerzystów pokazujących fazę grupową rozgrywek w siatkówce męskiej z udziałem reprezentacji Iranu. Tam siatkówka stała się sportem numer jeden, wyzwalającym ogromne emocje, ale jednoczesnie udział kobiet na widowni jest zabroniony. Kamerzysci z zadowoleniem pokazywali obrazki rodzajowe na widowni złożonej w dużej mierze z kobiet, ale jednoczesnie unikali jak ognia plakatu, żądającego dostępu kobiet na trybuny w Iranie. Ciekawy kompromis.

      Ale wracając do naszych baranów. W Rio jako działacz - pan i władca - politruk i car mniemany - "ja naczalnik - ty durak", wystąpił szef rosyjskiego związku sztuk walki, niejaki Mamiaszwili. Swój występ rozpoczął 18 sierpnia, uznając za nikczemne zera (nicztożestwa) "podległe sobie" Natalię Worobiewą i Walerię Kobłową. Otóż zawodniczki te miały czelnosć zdobyć w swoich kategoriach srebrne medale. Zera jedne. Ale to jeszcze nic. Dwa dni później walkę o brązowy medal przegrała Irina Trażukowa. W dodatku wkrótce po tym Mamiaszwili zobaczył ją siedzącą na trybunie. Była odprężona, smiała się, żartowała. Została w najgorszy możliwy sposób zbluzgana przy swiadkach, okreslona jako zdrajczyni ojczyzny i sprzedawczyk, a następnie otrzymała dwa razy w pysk.

      Ciekawe co będzie dalej, sprawa nabrała rozgłosu, sa swiadkowie, sam zainteresowany przeprasza za słowa, fakt pobicia neguje choć są swiadkowie, a tłumaczy się tym, że przyjechał do Rio pocieszać tych, którzy przegrali, ale dali z siebie wszystko, walczyli na smierć i życie, a nie wycierać nosy tym. którzy lekko do tego podchodzą. Ci, co jadą do Rio, powinni byc gotowi dać z siebie wszystko, walczyć dla Ojczyzny. A co zrobiła Trażukowa? Przegrała. A miała obowiązek wygrać. Jak można było przegrać z polaczką (pogardliwy odpowiednik "ruskiej"), w dodatku 37-letnią, która nie wiadomo jakim cudem w ogóle dostała kwalifikacje do Rio? W imieniu naszej Michalik przepraszamy. To się już pewnie nie powórzy. Nie wiem, jak wy, ale ja odnoszę wrażenie, że usprawiedliwiając się po tym jak dał po pysku Rosjance, z dużą galanterią dał po pysku także Polce. Proponuję szybki transfer tego dżętelmena - niech wzmocni federację zapasów Korei Północnej.

      Nie wiem skąd się jeszcze biorą w Rosji takie egzemplarze głębokiego ZSRR, wysmiewane jeszcze w końcu 70-tych przez Wysockiego ("Pro konkobieżca": Ważnoje, sztob, wolia, goworit, była, k pobiedzie"). Tym głupolom mylą się porządki. Każdy sportowiec walczy o medal i stara się jak może i żaden ..szwili nie jest mu do tego potrzebny. Dziewuszki. które zdobyły srebro, a nie złoto wiedzą, że z dzisiejszego spotkania z Miedwiediem wyjadą białymi BMW X4, a nie X6, mając w kieszeni dodatkowo 2,5 mln rubli zamiast czterech. A biedna Trażukowa, nie dosć, że wzięła po mordzie, to jeszcze straciła białe BMW X3 i 1,7 mln rubli (dzisiejszy kurs ok 72rubli za euro).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (175) Pokaż komentarze do wpisu „Oj, ciężko przewijać, o Rio, ale z boku.....”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pies_pawlowa_2
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 sierpnia 2016 12:43
  • niedziela, 03 lipca 2016
    • Wywiad

      Zainspirowany komentarzem @yvo-margot i poprzedzającym tekstem @kosmata_morda_irasiada, pozwoliłem sobie w ramach aneksu do powyższego tekstu, w porozumieniu z jego Autorem - zamieścić wywiad z dziwnym człowiekiem. W naszej rzeczywistości spotyka się takich ludzi coraz częściej, ale czy jest to zapowiedź apokalipsy czy tylko farsy - trudno to jednoznacznie ocenić.

      Rozmawiam z panem Joachimem B. - wieloletnim food tasterem k. i autorem przygotowywanej książki: "Halotus II. Pół życia za kotarą".

      Pan B. zgodził się udzielić wywiadu pod warunkiem zachowania jego nazwiska w głębokiej tajemnicy, na co oczywiście musiałem się zgodzić, bo bez zachowania tego warunku wywiad nie mógłby się ukazać, a jest po prostu - kurde - sensacyjny.

      Dlaczego zgodził się Pan puścić farbę? Po tylu latach...

      Coś we mnie pękło, nie wiem czy to wątroba czy jakaś struna... (chlipnięcie), bo ja też mam swoją wytrzymałość - jak każdy macho.

      Dobrze się Pan czuje? Może przełożymy rozmowę na później.

      Coś pan, ja nie wiem ile jeszcze pożyję, a chcę skończyć książkę - bardzo ważną dla mnie i chcę zobaczyć reakcję k. na słowa prawdy o nim.

      Mówi Pan o tej książce z taką pewnością, a co - jeżeli nikt jej Panu nie wyda, ze strachu zwyczajnie? On ma długie ręce.

      Długie, jak długie. Będę ją wtedy publikować w kawałkach w necie i gó..no mi zrobi. Jestem marynarzem, politologiem, wicemarszałkiem i jeszcze parę, ale to wszystko mały pikuś, bo jestem znękany po tym, co on mi zrobił.

      Co Panu zrobił?

      Zrobił mnie swoim food tasterem. Panie, ja nie chciałem, ale nalegał, szantażował, pieścił, molestował, groził ujawnieniem szczegółów, wytrzeszczał oczy i kazał robić przysiady.

      Panu?? Jest Pan przecież macho, a on...

      Co z tego, on ma żelazną wolę, a ja w gruncie rzeczy jestem delikatnym człowiekiem; wiesz pan - mimozą. Moje gadane to obrona przed światem... (chlipnięcie), chciałbym się zmienić.

      Chyba na to za późno. Co Pana skłoniło do rozmowy ze mną i ujawnienia swoich planów pisarskich?

      Wiesz pan, czytam pewnego bloga, wnuczka mi poleciła i cholera - jestem zachwycony! Wspaniałe teksty, wspaniałe komentarze, wiele się można nauczyć, choć ja sam jestem podobno nauczycielem akademickim.

      Pan?? Podobno?

      Tak mi napisali w deża wu czy ce wu; myli mi się, ale to oficjałki dla naszego ludu. Ja jestem delikatnym człowiekiem...

      Tak, tak - wspomniał Pan o tym. Dlaczego jego wybór padł właśnie na Pana?

      Bo ja mam też delikatne podniebienie - wcale nie czarne. Szkalują mnie media głównego nurtu i jest mi z tego powodu bardzo przykro. Często mam łzy w oczach, jak czytam te niesprawiedliwe oceny o sobie (chlipnięcie). Na tym blogu jeden autor napisał niedawno o mnie Brud as Shabeshb i nie wiem, czy mam się obrazić czy nie.

      Myśli Pan chyba o mediach opozycyjnych? Skąd Pan wie, że to o Panu ten autor napisał? To nie jest pańskie nazwisko.

      Ha, ha, nie jestem taki głupi. Przeczytałem opowiastkę Kediego wnusi na dobranoc i ona mi powiedziała: - Dziadku, tam chyba jest o tobie. Następnego dnia przeczytałem to na klubie, zrobiliśmy głosowanie i było fifty fifty, że jednak o mnie.

      Ile wnusia ma lat?

      Prawie cztery, ale siedzi ciągle na fejsie i wyręcza mnie w robocie. Prowadzi mój profil i usuwa hejterów. Ja w tym nie bardzo, a poza tym, wiesz pan - muszę być dyspozycyjny. On mnie wzywa często w nocy, kiedy siedzi do rana i go ssie.

      W tej opowiastce jest jeszcze kilka innych osób... Wnusia nic Panu nie sugerowała?

      Trochę się chichrała, jak słuchała, ale to jest pogodne dziecko. Mówi, że lubi mnie oglądać, kiedy prowadzę obrady, bo to ją luzuje.

      No, a co z tym blogiem?

      Taa... czytam go dla higieny. Myślisz pan, że mam lekko? Muszę mieć rozkład dnia k. z dokładnością do pięciu minut i muszę znać jego nawyki żywieniowe, jego kaprysy, a bo czasem ma ochotę na nowalijki, a czasem na mięcho kangura. Lubi suszi, a ja surowizny nie znoszę.I chlapnąć też lubi. Nie ukrywam, że ja też i tu jestem solidarny. Najgorzej, kiedy on chce na śniadanie kaszkę z sokiem... mdli mnie po kaszce; czasem muszę ją wypluć.

      A gdzie Pan degustuje? Jest jakieś specjalne pomieszczenie, czy robi to pan przy k.?

      Na początku robiłem to przy nim. Niestety, kiedy widział, że się krzywię albo nawet mam odruchy, to kazał mi się wynieść do kuchni. Mam tam swoje krzesełko i pilnuje mnie dwóch ochroniarzy.

      Ochroniarze Pana pilnują? Pana - wicemarszałka? Dlaczego?

      Nie żartuj pan; wicemarszałek to tylko kasa do emerytury. Ja nie mam nic do powiedzenia w sprawach procedowania, bo on wszystko ustala i obrady też prowadzi, tylko ze swojego miejsca. Paluszkiem kiwnie albo się skrzywi i wszystko jasne. Klub wie jak reagować, choć czasem można się pomylić. Raz go przyparło i poleciał do toalety, a klub za nim... jaja były.
      Ochroniarze mnie pilnują, żebym czego mu nie dolał, czy nie dosypał. Ja? Prędzej sam bym się otruł.

      Nie rozumiem czegoś; pisze Pan książkę, w której go demaskuje; najwyraźniej ma Pan dość swojej roli, a tu taka zdecydowana deklaracja...
      Czy ma Pan ambiwalentny stosunek do k.?

      ???

      No, czy targają Panem sprzeczne uczucia, kiedy Pan degustuje albo rozmawia z nim "na klubie"?

      Panie, pan jest może kodziarzem? Na taki układ nie pójdę - kula w łeb. Na klubie on nie rozmawia, tylko wydaje polecenia, co kto ma gadać i gdzie. Jak się kto odezwie niepytany, to on tak spojrzy... wtedy szybko trzeba uklęc i pocałować w kolano.

      Dlaczego w kolano, a nie w rękę? Tradycyjnie powinno się w rękę. Staropolski zwyczaj taki był.

      On jest higienistą. Powiedział, że od całowania w rękę można dostać mikrobów i pasożytów.

      Chyba wtedy uchodźców miał na myśli...

      Uchodźców, uchodźców; nikt ich nie widział, on też - coś musiał powiedzieć, bo naród czekał.

      Naród? Na waszą partię głosowało 18% Polaków, a teraz poparcie macie stałe, poniżej 40% i nie rośnie. Wróćmy do pańskiej dyskrecjonalnej funkcji, to znaczy do wstępnej degustacji posiłków k. i do pańskiej książki. Intryguje mnie już sam tytuł. Czy nie jest przejawem próżności przyrównywanie się do Halotusa? Wie Pan, że to był eunuch?

      Panie szanowny, to inne czasy były. Że eunuch, to nie wiedziałem. Redaktor mi tytuł podsunął, ale nie uświadomił grozy sytuacji, bo wiesz pan - ja jestem delikatny człowiek i jak mnie zahejtują fakami... (chlip) i o wnusię się boję. Ona doświadczona jest, ale jeszcze młoda i może się do mnie uprzedzić.

      Na pewno Pana kocha. Wnuki na ogół bardziej kochają dziadków niż rodziców. Niech się Pan nie rozkleja. Chciałbym zapytać jeszcze o podtytuł. O co chodzi z tą kotarą?

      Aaa, musisz pan wiedzieć, że ja jeszcze jedną funkcję pełnię u niego. Na tym blogu autor też o tym napisał, ale rzucił we mnie epitetem, a to co robię za kotarą, to jest ważne i na epitet nie zasługuje.

      A co Pan robi za tą kotarą?

      Jak to co? Osobiście podsłuchuję i zapamiętywam. Nie jestem byle kelnerem. Jestem oberkelnerem!

      Dziękuję za wywiad.

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (621) Pokaż komentarze do wpisu „Wywiad”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      jerg2
      Czas publikacji:
      niedziela, 03 lipca 2016 23:33
  • sobota, 02 lipca 2016
    • Nie tylko o upale i przemijaniu zdań parę

      Leżę sobie na balkonie. Upał już zelżał. Zastanawiam się tylko kto to wymyślił, by spokojnemu staremu psu tak uprzykrzać życie. Czy naprawdę to słońce musi tak grzać. Wełna wełną jakoś chroni, zawsze lepiej niż futro, ale mogłoby być chłodniej, bo nawet nie chce mi się iść pobiegać po łączce.

      Szef jakoś upały znosi, co mnie dziwi, choć dziś marudził, że głowa go boli, ale to pewnie reakcja na aktualną ujemną wartość pochodnej ciśnienia, jak mawia.

      No postarzało mi się szefostwo. Co prawda to już kilka tygodni, ale jakoś dziś przypomniała  mu się rocznica urodzin kolejnej zmarłej bliskiej mu osoby, więc w najlepszym usposobieniu nie jest. Rozumiem go. Dwa miesiące temu z okładem minęło dziesięć lat, od czasu jak się tu pojawiłam przyprowadzona ze schroniska. Brrr…. Aż dostaję dreszczy, gdy tylko wspomnę schronisko… 

      Tak ,,kama szeha zman rac’’ (jak ten czas leci), jak mawia mój przyjaciel Kedi, - kot w świecie bywały, o którym już kiedyś wspominałam. 

      W telewizorni przed chwilą pokazano jakieś konwencje, jakieś wybory władz, a mi jakoś łazi po głowie jedna z bliskowschodnich opowiastek Kediego, które tak lubię. 

      Oto ona.

      Emir Mlamlar al Kaczafi siedział jak zwykle na jedwabnej poduszce i jak zwykle żuł daktyle jedynym zębem, który jak zwykle go bolał. Był dzień jego urodzin.

      Drapał za uchem kota. 

      - Starzeję się - mruczał - brat bliźniak nie żyje, przybrany brat znany w kraju niegdyś jako trzeci bliźniak zdradził mnie. Tak. Cierń w serce. Został drugi przybrany brat też zwany trzecim bliźniakiem, ale on też się potknął. No bo sprawa z tą babą. Dawno za naszych poprzednich rządów. Delegatka do medżlisu. Dał się podejść jak dziecko. A wszystko nagrali i opublikowali. No, ale tu trzeba przyznać, że nasi się zrehabilitowali. Te opublikowane podsłuchy z uczt kolesiów Rudego przybłędy to był majstersztyk. Ta… jak oni nas, tak my ich. No jak to mawiał Hammurabi: oczy za oko, szczęka za ząb, czy jakoś tak.

      No tak. Władzę przejęliśmy, ale trochę jeszcze brakuje. Na szczęście są ,,poleznyje idioty’’ jak ponoć mawiał Lenin. Główna stacja TV związana z opozycją porzuciła popieranie Rudego i jego bandy, wyraźnie widać faworyzowanie tego przybłędy gdzieś ze wschodnich Bałkanów… Wołoszczyzna…? 

      Opozycja się żre wewnątrz w stronnictwach i między stronnictwami.

      Niech się żrą.

      Wszyscy nasi mnie popierają.

      Tu ugryzł się jedynym bolącym zębem w język. Zaklął.

      - Na szejtana niedobrze. Bo będą pyski darli, że mamy zamordyzm.

      Zabolał go ząb Język też bolał.. Zaklął ponownie.

      - Ya sidi - natychmiast pojawił się Brud as Shabeshb

      - Za dwa tygodnie zjadą tu wszyscy nasi emirowie. Mają wybrać nowego przywódcę - Wielkiego Emira.

      - Sidi, ale przecież wybiorą Ciebie - i to jednogłośnie.

      - No właśnie - w tym problem…

      - Jak to.

      - Oj durnyś ty durny. Dawno temu u Żydów było takie prawo, że gdy sanhedryn skazywał kogoś na śmierć jednogłośnie, to wyroku nie wykonywano, bo istniało podejrzenie, że jednogłośny wyrok był skutkiem zmowy…

      - A… Totumfacki rozdziawił gębę…

      - No nie spodziewałem byś takie rzeczy wiedział, bo byłeś, jesteś i umrzesz durny. Ale lubię Cię za twoją stuprocentową łysinę, którą Ci od czasu do czasu któryś z kotów drapnie… Ale do rzeczy. Zawołaj mojego przybranego brata bliźniaka. Dyskretnie. Ma przybyć tu incognito, bo muszę się naradzić z kimś inteligentnym, choć wtedy w hotelu medżlisu dał się tej babie podejść, jak się ona nazywała, jakoś kojarzyło mi się nazwisko z żebraniem… Nieważne. Idź.

      Emir zadumał się…

      Minęło trochę czasu.

      Nagle do komnaty wszedł wezwany - niezbyt wysoki, krótko ostrzyżony  mężczyzna w okularach.

      - Witaj o bracie…

      - Witaj. Poprosiłem Ciebie, bo trzeba parę spraw uzgodnić. No i co tu gadać przecież nie będę się radzić tego półgłówka, który tam podsłuchuje za kotarą, a i tak niczego nie rozumie.

      - Jasne. W czym rzecz?

      - Chciałem się dowiedzieć jak się przedstawiają prace na temat ustawy o przejęciu funduszy emerytalnych. Jako odpowiedzialny za kontakty między Radą Wezyrów i medżlisem… To w końcu po to tam jesteś.

      - Przygotowałem plan.

      - To dobrze. Jak to wygląda?

      - Za dwa tygodnie powiesz emirom, że fundusze to był zły pomysł, poza tym Rudy i jego banda je zniszczyli, więc musimy coś z nimi zrobić. Powiesz, że zainwestujemy w gospodarkę. 

      - Sidi - Brud as Shabeshb wylazł zza kotary. - nie można zabrać ludziom oszczędności…

      - No zobacz bracie - nie mówiłem, że durny?

      - as Shabeshb - rzekł gość - nikomu nikt pieniędzy nie zabierze, nie chcemy tego…

      - To nie rozumiem…

      - chcemy przejąc nie pieniądze, a akcje. Nawet odkupić za przyzwoitą cenę. I tak przekazać całość uzyskanych funduszy do budżetu na pokrycie emerytur.

      Mam na myśli akcje np. spółki Hyde Park. Gdybyśmy toto przejęli mielibyśmy większość na zebraniu udziałowców i zaczynamy tam rządzić. I nagle znika nam, albo całkowicie zmienia narrację ta cholerna gazeta, która od zawsze stała nam kością w gardle. Siedlisko lewackiej dekadencji.

      Tu obaj ,,przyrodni bliźniacy’’ zaczęli rżeć jak dwa perszerony.

      - A ustawa - ciągnął dalej gość - jest w zasadzie gotowa. Nasi prawnicy przyklepali. Mucha nie siada. Uczciwa jak siedmiodinarowy banknot.

      - Świetnie. 

      - A druga sprawa bracie? - pozwolisz - gość sięgnął do miseczki z daktylami.

      - Częstuj się bracie, a ja powiem o co chodzi. Mianowicie za dwa tygodnie wybiorą mnie na głównego emira i pewnie jednogłośnie, na kolejną kadencję.

      - Nie bracie. Tak nie będzie.

      - ??????

      - Musi być parę głosów przeciwnych. Zadbałem o to. Kazałem w Twoim imieniu głosować przeciw Tobie Małemu Wezyrowi, wezyrowi sprawiedliwości, i paru innym, którzy już od nas raz odeszli, ale powrócili. Powiedziałem im, że to sprawa, której nie można powierzyć byle komu, a Ty bracie w dowód szczególnej ufności jaką do nich masz, prosisz ich o taką drobną przysługę. Żeby docenili, że Wielki Emir ma serce naprawdę łaskawe i wybaczające do końca, do przywrócenia pełnego zaufania włącznie - tu gość zachichotał.

      A gospodarz zawtórował iście roupszym rechotem.

      - Oczywiście nic o tym nie wiesz i w razie czego będziesz miał na nich haka… 

      - No nieźle, też o czymś takim myślałem. Rozwijasz się. Zresztą zawsze miałeś olej w głowie, choć z delegatkami do medżlisu niezbyt Ci się poszczęściło… Jeszcze nabierzesz doświadczenia i za jakieś siedem lat jak będziesz w moim wieku…

      - Dzięki wielki bracie. Staram się….

      Tu kończy się opowieść Kediego.  A ja w tym upale chyba straciłam wątek, bo nie pamiętam dlaczego ją opowiedziałam…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (19) Pokaż komentarze do wpisu „Nie tylko o upale i przemijaniu zdań parę”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kosmata_morda_irasiada
      Czas publikacji:
      sobota, 02 lipca 2016 22:41
  • piątek, 24 czerwca 2016
    • Hopaj siup!

      Źle sie dzieje w państwie duńskim.

      Źle sie dzieje w państwie polskim

      Źle sie dzieje w państwie brytyjskim

      A teraz całe to złedzianie sie nawarstwia i spiętrza. Jednym słowem cos sie kończy, ale nie całkiem jestem pewien czy cos się zaczyna. MoskwaSadowa na swoim blogu ostatni swój wpis zamiescił w marcu. W założeniu kotbehemoth miał być odskocznią w takich przypadkach - jednak tutaj też ostatni wpis sprzed miesiąca zyskał jeden komentarz. Wygląda na to, że częsć z dyskutujących przejeła dewizę "trzeba przejsć od słów do czynów", a częsci z kolei opadły ręce i pisać się odechciało, bo "jaki jest koń każdy widzi", a "życie przerosło kabaret".

      Poniżej, jako asumpt do dyskusji przedastawiam tekst "Hopaj siup" popełniony dzisiaj felietonik, przykład importu wewnętrznego (importu bo ze strony http://przekacap.blox.pl, wewnetrznego bo autor ten sam)

       

      Wszystko już było - rzekł Ben Akiba

      A gdy nie było, sniło się chyba,

      Trzeźwi i snięci, i rak i ryba,

      A swiat się kręci, w kółko swiat się..

      Hopaj siup, hopaj siup!!!

       

      W nocy obejrzałem jeszcze TVN, o drugiej w nocy przekonywano mnie, że Brexitu nie będzie, 52:48 za rermain. Brytyjczycy zostaną z nami na prosbę Hanny Gronkiewicz-Waltz.

      Poszedłem rano do roboty i podzieliłem się tą nowoscią z kolegami. Okazało się, że ci co dojeżdżają samochodem, znali już poranne wiadomosci. Brexit bedzie. 52:48 za leave

      Rzuciłem się do porannej internetowej prasy. W prasie polskiej i rosyjskiej jednoznaczne komentarze. Osłabi się funt (a co mnie to obchodzi? Chcieli to mają), a z innych walut najbardziej osłabną (w kolejnosci): 1. peso meksykańskie, 2. polski złoty, 3. południowoafrykański rand, 4. rosyjski rubel. Co do przyczyn spadku złotego i rubla to sa one oczywiste - u włądzy są półfaszystowskie dyktatury, nawet randa można jakos zrozumieć - własnie zwolnili z więzienia polskiego afrykanera, mordercę czarnych komunistów, niejakiego Walusia - też półfaszystę. Tylko to peso jakos mi nie pasuje.

      To że zarabiam w euro, gdy Unię własnie szlag trafia, a euro wraz z nią - to normalne, taka karma

      To, że wydaję na utrzymanie w rublach, które się deprecjonują w oczach i żyję w najdroższym rosyjskim miescie - to normalne, taka karma

      To, że z zarobków przesyłam pieniądze na utrzymanie domu i rodziny w Polsce, które to utrzymanie tez kosztuje coraz drożej bo złoty sie deprecjonuje - to normalne, taka karma.

      To, że pracuję w Rosji nie tylko dlatego, że lubię, ale też dlatego, że w Polsce dla mnie pracy nie było - to normalne, taka karma.

      To że do włądzy w Polsce doszła partia bezradna w sprawach gospodarczych, która za to obiecała przywrócenie wieku emerytalnego na poziomie 65 lat, a nie 67, a teraz jest już pewne że się z tego wycofa  (to znaczy zezwoli na 65 lat, jesli do tego czasu przepracowałes 50) to normalne, taka karma.

      To że cała gadka o emeryturach jest czcza, bo nie będzie pieniędzy na jakiekolwiek emerytury już całkiem niedługo - to normalne, taka karma.

      To że po powrocie tym bardziej nie będzie dla mnie pracy niz przed wyjazdem, bo człowiek o x lat starszy, konkurencja większa o wszystkich kwiczących i oderwanych od koryta i milion "wróconych" z Anglii, aktualnie bezrobotnych  to nomalna, taka karma.

      Tylko co z tym ma wspólnego to peso?

      Na giełdzie rosyjskiej euro kosztowało wczoraj 72 ruble, rano w ciągu godziny poszło na 74, po kolejnej godzinie wróciło na 72, wszystkim kurzy sie z głów, wszyscy obserwują, wszyscy puszczaja dymy..

      W polskiej prasie fachowej doniesienie z giełdy o tym, jak to frank szwajcarski wreszczie sie osłabia, co pozwoli odetchnąć polskim hipotecznym dłużnikom, sasiaduje z artykułem o tym, jak to dzięki osłabieniu funta szterlinga - przegranemu na Brexicie, i osłabieniu Euro  (bo Brexit osłabia Unię), wzrasta presja na franka szwajcarskiego, który niechybnie, długookresowo i znacznie się umocni, wiec frankowicze powinni sie udać do sklepu po sznur.

      Jednoczesnie w jednym artykule mam informację o tym, jak to cała polska giełda (i rynek pienieżny i kapitałowy) pikuje i jak to potrzebna jest natychmiastowa interwencja banku cenralnego, a drugi artykuł - streszczenie wywiadu z p. Szalamachą - tym od gospodarki - utwierdza mnie, że interwencji nie będzie. Trochę mnie to smieszy, bo w dzisiejszych czasach juz nie odbyłaby sie rozmowa przy osmiorniczkach na temat tego jak Prezes NBP mógłby ewentualnie wesprzeć posunięcia rządu i co chciałby w zamian dostać - wszystko rozstrzyga jeden pan z kotem i ten kto ma aktualnie dostęp do jego ucha (jego albo kota). Formalnie może to być prezes NBP, od przewczoraj pan Glapiński, a może p.Szałamacha, choć trochę bym wątpił, może pan Morawiecki, a może poszli do lasu. Tak jak PiS nie lubi systemu check-and-balances, gdzie różne władze wzajemnie sie kontrolują i trzymaja w szachu (dlatego zdeptał TK, który obecnie przy kawie i ciasteczkach wydaje co najwyżej opinie), tak regułę dziel i rządź Prezes cały czas stosuje wobec wszystkich ze swojego otoczenia i nie wiadomo kto dzisiaj rządzi gospodarką: Glapiński, Szałamacha, Morawiecki, ktos ukryty (jakis główny kadrowiec od obsady ważnych stanowisk w gopodarce), czy też ten, kto wczesniej wstanie.

      Chyba pora wiać. Największe szanse na przeżycie daje ponoć Nowa Zelandia...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (167) Pokaż komentarze do wpisu „ Hopaj siup!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pies_pawlowa_2
      Czas publikacji:
      piątek, 24 czerwca 2016 10:10
  • sobota, 21 maja 2016
    • Blisko deptaka w Ciechocinku II

      Na początku rządów PO+PSL najniższe wynagrodzenie wynosiło niespełna 700 PLN netto miesięcznie. Pod koniec 2014 roku prawie 1300, a więc prawie dwa razy tyle. Mało? Oczywiście zawsze można powiedzieć, że za mało, ale obiektywnie rzecz biorąc to niemało. Tak się przezabawnie składa, że wzrost średniej pensji netto w tym czasie wynosił również ok. 600 PLN netto miesięcznie per capita. Czyli średnio, pracujący Polak, w czasach PO dostawał o 300 PLN miesięcznie niż za czasów PiS. Pomińmy szczegóły, ale oszacujmy. 300PLN razy 12 miesięcy razy 11 milionów zatrudnionych razy osiem lat. To drobne prawie 320 miliardów PLN do kieszeni pracujących Polaków :-).

      To szacowanie przy założeniu, że wzrost płac był równomierny, a pewnie nie był, więc suma rzeczywista może być nieco inna, ale rząd wielkości jest taki sam.

      Albo te prawie 40 mld wydane na przedszkola żłobki i.t.d.

      To się nie rzuca w oczy jak chwytne hasełka typu: na każde dziecko 300, czy 500 PLN, a w rzeczywistości to będzie jak w starym dowcipie radia Jerewań. Bo okaże się, ża na drugie, albo trzecie i następne, a w ogóle, to nie ma na to kasy więc zabierzemy emerytom, albo zaciągniemy kolejne kredyty. A w ostatecznym rozrachunku zapłacą za to podatnicy.

      Po wtóre był kryzys. Naprawdę.

      Gdy PiS i przystawki oddali władzę, dług publiczny wynosił ok. 530 mld. PLN. W roku 2008  spadł o dwadzieścia kilka miliardów, ale w tym samym raku było bankructwo Lehman Brothers, które rozpoczęło światowy kryzys. Pod koniec tego roku trzeba było nowelizować budżet. Na początku 2009 roku weszły nowe stawki podatku PIT (uchwalone w 2007 - PiS chwali się, że on obniżył podatki i składkę rentową). To na pewno nie pomogło gospodarce. Dług publiczny poleciał na pysk. Ale zachowano dodatni wzrost gospodarczy. I dlatego byliśmy ,,zieloną wyspą??, choć ta zieleń nie była taka piękna jak ta z angielskich czy nawet irlandzkich trawników. To kosztowało.  I to nie PiS za to płacił. Ani politycznie, ani wizerunkowo, bo m.in. dlatego wzrósł VAT. Czyli to PO i PSL płaciły za konsekwencje obniżenia podatku PIT.  Oczywiście PO głosowało za obniżeniem podatku, więc nie ma co marudzić, ale PO musiało ponieść konsekwencje, a PiSu zasługa sprowadzała się do tego, że podnieśli łapy w stosownym głosowaniu, a ich prezydent to podpisał.

      Następne lata to była dalsza walka.  Niesprzyjająca sytuacja na reformowanie państwa. Inwestycje w drogi i w ogóle były dobrym pomysłem. Oczywiście Kuba ma rację, że w Chorwacji mozna taniej, ale wynika to stąd, że w Chorwacji znaczna częśc autostrad jest budowana na skalistym podlożu, a więc nie wymaga aż takich inwestycji w podłoże jak gdzie indziej. Czyli powoływanie się na Chorwację to czysta demagogia. Równie dobrze można się powoływać na Holandię, gdzie gdy człowiek mocniej tupnie, to zaraz woda wyłazi na wierzch :-) I tam kilometr autostrady może być nawet kilka razy droższy niz w Polsce.

      Kwestia przejęcia części funduszy z OFE - nie znam się na prawie i nie wiem, czy było to zgodne z konstytucją, czy nie, ale jako osobnik, który wybrał OFE ucieszyłem się. Nie miałem poczucia, że to co tam szło było moje. Poza tym okazało się, że dla mnie było to nierentowne. Mój fundusz był mniej więcej w środku, ale różnice między rentownością funduszy nie były drastyczne. Inaczej mówiąc przez te 15 lat to co szło na ZUS było bardziej opłacalne w moim przypadku niż to co szło na OFE. I to bardzo znacząco.

      A co ja mogłem. Od czasu do czasu przenieść się do innego OFE. I tyle.

      Czyli nie mogłem dysponować moją kasą. Ten ,,skok na kasę PO'' umożliwił ponownie wybór.

      Inaczej mówiąc nie mam pretensji o tę operację. I tak i w ZUS i OFE miałem niewielki wpływ na ,,odłożone'' pieniądze. Poza tym to PO była (chyba) pierwszą, która obniżyła haracz odciągany z moich składek przez OFE. Dodajmy, że to PiS ograniczył możliwości dziedziczenia składek z OFE, a to był główny powód, dla którego na OFE się zdecydowałem.

      No i jeszcze jedno. Porobiłem sobie symulacje, z których wynikło, że rentowność składek w OFE dla dowolnego funduszu była niższa niż rentowność obligacji skarbu państwa. Tu kłania się głupie pytanie: za co zarządzający OFE brali t

      ę ciężką kasę. Hę?Tyle moich osobistych refleksji na temat OFE.

      A mniej osobiście: jeśli PiS w przyszłym roku obniży wiek emerytalny to załapie się na znaczną część tego co pozostało w OFE. Dlaczego? Ano dlatego, że 10 lat przed przejściem na emeryturę OFE ma przekazać składki delikwenta do ZUSu. A jeśli nagle ileś osób uzyska uprawnienia emerytalne rok, czy dwa wcześniej, to ich kasa znajdzie się ten rok,

       czy dwa wcześniej w ZUS.Inaczej mówiąc PiS też skorzysta na rzekomym skoku na OFE.

      Proste.

      Dług publiczny.

      W stosunku do roku 2007 wg wikipedii państwowy dług publiczny wzrósł o ca 250 mld PLN (uwzględniwszy sprawę OFE). A wzrost za rządów PiS (dwa lata) to ok. 70 mld. PLN.

      Czyli statystycznie przeciętny roczny wzrost zadłużenia za PiS i PO był podobny, tyle, że PiS rządził w okresie ogólnoświatowej prosperity, a PO w kryzysie.  A ponieważ rządziła na tyle dobrze, że społeczeństwo prawie tego nie odczuło, więc kryzys ogólnoświatowy wydawał się mało realny. Paradoksalnie PO miała fatalny PR.

      A naprawdę było groźnie.

      I to dlatego przemieszczano (kilkakrotnie - w sumie kilkanaście miliardów PLN) kasę z Funduszu Rezerwy Demograficznej do ZUS.

      - No właśnie - wtrącił Kuba.

      - Mogę kontynuować? Czy masz coś merytorycznie do dodania - jeśli tak, to za chwilę, aż skończę kwestię przesunięć z FRD do ZUS OK?

      Więc zacznijmy od tego, że zgodnie z planami na rachunku FRD w 2005 roku powinno być ok. 20 mld PLN, a było niecałe 2 miliardy. W 2007 miało być ok. 30 miliardów, było ca 3,5 miliarda. Przyrost zasobów FRD netto za czasów PO (po odliczeniu ubytku w wyniku przesunięć do ZUS) to prawie 15 miliardów. Oczywiście nie zlikwidowało to niedoborów z czasów poprzednich rządów, mimo, że one działały w czasie ogólnoświatowej prosperity. Ale i tak 80% wkładu du FRD to zasługa rządów PO. Coś chciałeś dodać Kubusiu? Hę?

      Nie wiem, czy można było zrobić więcej. Pewnie tak, ale jeśli chodzi o ekonomię, to nie było źle za PO. Postawiłbym czwórkę.

      A generalnie lubię ciepłą wodę w kranie i to, że idąc do osiedlowego marketu mam wybór, czy kupić masło fińskie, francuskie, duńskie, czy irlandzkie.

      Poważna sprawa.

      To czego bym się czepiał to kwestia emerytur.

      Nie, nie chodzi o podniesienie wieku. Wręcz przeciwnie.

      I tak pewnie będzie trzeba znów go podnieść. To był jakiś kompromis.

      No - chyba, że ktoś znajdzie jakieś inne sensowne rozwiązanie. Ale realne, a nie rodem z książek o Harrym Potterze.

      Druga sprawa, to niedostateczne działania proinnowacyjne.

      I to nie tylko w kwestii  instrumentów ekonomicznych, ale również kwestia polityki edukacyjnej.

      W ogóle ustawa o szkolnictwie wyższym i sprawa nauki na poziomach podstawowym i średnim.

      Jeśli chodzi o ekonomię, to chyba wszystko co najważniejsze powiedziałem.

      Teraz w skrócie ideologie i inne takie.

      Więc primo: uważam, że nie należy zrywać konkordatu, no może ew. renegocjować. Ale i nad tym się bym dobrze zastanawiał. Kwestia religii w szkołach? Konkordat mówi, że państwo pomoże w organizacji nauki religii, a wcale nie mówi, że państwo ma to finansować. Więc o co chodzi? Kwestia reprywatyzacji? Jak mają zwracać zamki i pałace jakimś byłym arystokratom?  Nie widzę powodu, by traktować różnie te sprawy. A kwestia pensji, czy emerytur nauczycieli religii, czy księży? Nie wiem. Być może należałoby rozmawiać z episkopatem na temat czegoś w rodzaju systemu finansowania podobnego jak np. w Austrii. Czyli jest jakiś podatek od dochodów netto (w Austrii to 1,1%) i państwo pomaga w jego ściąganiu. Kościół może prowadzić działalność gospodarczą, a także prowadzić zbiórki celowe. Istnieje system zwolnień i możliwość zadeklarowania wystąpienia z Kościoła. Ale konsekwencją tego będzie, że Kościół będzie mógł odmówić udzielenia np. sakramentu komuś, kto podatku nie płaci. A jeśli ktoś taki chce nagle wrócić na łono Kościoła, to przechodzi rygorystycznie katechumenat. To wszystko oznacza, np. że Kościół ma dostęp do danych skarbowych. No nie wszystkich. To trudny temat, ale IMHO w tym mniej więcej kierunku trzeba iść.

      Tak to widzę.

      - A związki? szybko wtrącił Wojtek.

      - Związki?

      - Uwaga, tego Morda ze mną nie uzgadniał - wtrącił Adam - to co powie za chwilę, to jego osobiste wymysły. A może nawet wypociny. Mnie za to nie bijcie!

      - Dobra. IMHO problem związków nie istnieje. Uważam, że należy zlikwidować instytucję małżeństwa cywilnego w obecnej postaci.  Kiedy wprowadzano małżeństwo cywilne, założenie było takie, by ludzie mieli możliwość zawarcia umowy z państwem określającej jego/ich prawa i obowiązki I tyle. Cały ceremoniał. to zbędny dodatek. Należy zdefiniować prawa i obowiązki obywateli. Można pozostawić duchownym uprawnienia urzędnika rejestrującego. Ew. komuś innemu jeszcze.

      Krótko mówiąc należy małżeństwo cywilne zastąpić jakimś aktem rejestracji. A przynajmniej rozdzielić kwestię rejestracji związku (małżeńskiego) od celebry i błogosławieństwa państwowego urządnika. Krótko: obowiązkowe powinno być to pierwsze.

      A od małżeństwa religijnego państwo niech się odczepi. To sprawa księży, czy rabinów.

      Pewnie trzeba będzie dyskutować o szczegółach, kształcie, kwestii adopcji dzieci i.t.p.

      Ale z grubsza tak to widzę.

      Gdyby jakaś partia realizowała mniej więcej to o czym mówiłem, to pewnie bym na nią głosował. No. Jeszcze zlikwidowałbym IPN. Bo jeśli PiS dojdzie do władzy znów będzie instrumentalnie traktować jego zbiory do likwidowania, czy kompromitowania przeciwników politycznych. A pewnie wygra. Choć ja na nich nie będę głosował. Nie widzę tam potencjału intelektualnego zdolnego budować sensowne państwo.

      Tak czy inaczej w następnej kadencji pewnie opozycja będzie musiała przygotować skomplikowany program naprawy państwa po rządach PiS. I sorry Winnetou, ale trzeba mieć też ofertę dla elektoratu PiSu. To też są obywatele tego kraju.

      Po PiSie będzie potrzebny jakiś consensus. Nie może być ani dyktatu większości, ani mniejszości.

      - A znasz takie nazwisko jak Szałamacha?

      - Kuba - niejaka prof. Staniszkis ma bardzo dobre o nim zdanie. Uchodzi za eksperta gospodarczego w PiS. Nawet parę miesięcy pobierał nauki w Harvardzie.

      Nie zaskoczyłeś mnie. Byłem pewien, że to nazwisko wypowiesz jako pierwsze. - Szef był wyraźnie rozbawiony - ale namaszczona na głównego ekonomicznego eksperta jak dotąd jest wybitna specjalistka od szopek niejaka Beata Sz. Jutro może ktoś inny. Ale obstawiam, że będzie to jakiś prawie na pewno ekonomicznie przyuczony historyk, albo inny etnograf.

      - Morda - wszyscy jesteśmy ścisłowcami, więc podaruj sobie złośliwości. - rzekł Adam.

      - OK sorry. Uczciwie mówiąc w Radzie Polityki Pieniężnej jest prominentny ongiś działacz PiSu (a ściślej jego poprzedniczki PC), były minister w rządach Bieleckiego i Olszewskiego niejaki Adam Glapiński. Profesor, ekonomista. Ja mu tam średnio ufam, bo pamiętam jego wypowiedzi z ta tamtych czasów, które wg mnie świadczą o tym, że u niego polityka ma prymat nad ekonomią.

      - No fajnie - wtrącił się Kuba - a co z tzw. uchodźcami?

      - Przyjęcie uchodźców, przyjęciem uchodźców, ale to nie znaczy, że zaraz należy im dawać prawa obywatelskie. Może jakieś ,,zielone karty'', albo coś w tym rodzaju na dzień dobry. A potem się zobaczy. Generalnie uważam, że domieszanie obcych kultur jest pozytywne. Ale należy uważać, by nie doszło do rozwarstwienia majonezu. Myślę, że to temat na osobną dyskusję. Wiecie, było coś takiego jak Złoty Wiek; to wtedy pojawiało się w Polsce wielu cudzoziemców, którzy odegrali pozytywną rolę w naszej historii.

      A polityczni kommilitoni Kuby jakoś tak odwołują się do czasów Łaszczowych i później.

      Samuel Łaszcz - choć wg mnie powinno być Szmul - Szef uśmiechnął się szeroko.

      - Morda przestań.

      - No dobra. Więc ów Łaszcz był archetypowym przedstawicielem szlachcica awanturnika z XVII wieku. To on wprowadził modę na podgolone łby i.t.p. To o nim Sienkiewicz ustami Kmicica wspomina w ,,Potopie'', że wyrokami kazał sobie ferezję podbić, choć ponoć na starość odpokutował.

      To czasy rokoszów, husarii i.t.p.

      - Co Ty masz do husarii? Kuba był wyraźnie zły.

      - Nic nie mam, poza tym, że jakieś pięćdziesiąt lat przed Wiedniem była już bezużyteczna w starciu z dobrze uzbrojonymi np. Szwedami. W 1613 roku pewien paryski zegarmistrz skonstruował nowy zamek do muszkietów. Dzięki temu miały lepszą nośność i celność. Tak, że np. w czasie ,,Potopu$''szwedzkiego w bitwie pod Warszawą pułk husarii litewskiej pod wodzą Antoniego Połubinskiego został praktycznie wystrzelany co do jednego przez piechotę szwedzką. Tu Sienkiewicz nałgał w ,,Potopie''. Krótko mówiąc w czasach Wiednia to już było ,,wojsko pogrzeboweR''. Najlepiej nadawało się do parad na pogrzebach i weselach magnackich. I jakąś artość jeszcze miało w starciu z Turkami.

      Ale w czasach Chodkiewicza - absolutnego geniusza militarnego? To było coś. Gdy jeszcze królowały zamki kołowe, czy lontowe.

      - Morda - dlaczego Ty musisz niszczyć naszą tradycję.

      - Nie gadaj bzdur Kuba - nasza chwała, to nasza chwała, a powody do wstydu powodami do wstydu. Proste. Kirchholm naprawdę być sukcesem. Wielkim. i wspaniałym. Po prawdzie Chodkiewicz husarią wygrał szereg bitew, bynajmniej nie poprzestając na Kirchholmie. Ale nic nie trwa wiecznie, więc nie dziwota, że i husaria spsiała.

      Wielkość narodu polega na tym, że potrafi spojrzeć na to wszystko z dystansu. Marzyłbym by w polskiej telewizji obejrzeć coś w rodzaju ,,Czarnej Żmii''. Tylko nie mamy swojego Jasia Fasoli.

      - Chłopaki wszystko fajnie, ale zdaje się, że tu idzie Twój syn Kuba.

      Kuba spojrzał na zegarek.

      - Tak miał nas o tej porze odebrać. Tzn. mnie i Wojtka. Adam jedziesz z nami?

      - Tak.

      - My się też pieseczku ruszymy - rzekł Szef

      Zapłaciliśmy.

      Trzej kumple Szefa i młody człowiek oddalili się, a my ruszyliśmy na spacer.

      Gdy kumple Szefa oddalili się, ruszyliśmy standardową trasą Szefa w kierunku dworku prezydenta i cerkwi.

      - Wiesz co pieseczku, czarno to wszystko widzę.

      - Dlaczego.

      - Widzisz my tu we czwórkę jesteśmy ludźmi wykształconymi - nawet jeden jest profesorem belwederskim, a drugi uniwersyteckim. I nie możemy się dogadać. Oczywiście przeciętny wyborca kompletnie nie jest zainteresowany dywagacjami ekonomicznymi - tym jakie konsekwencje będzie miało rozdawnictwo pieniędzy. Krótko mówiąc w sferze ekonomicznej elektorat wykazuje w znacznej mierze mentalność jamochłona. Ci ,,nie dali'' a tamci ,,może dadzą'' - a skąd wezmą - nieważne. Tu PO ma przechlapane, bo elektorat widzi tylko ten dyferencjał z piosenki Grześkowiaka p.t. ,,To je moje'', a interesu ogólnospołecznego nie widzi, a nawet jak widzi, to oględnie mówiąc nic tu go nie obchodzi. A reszta to młódź, która zna tylko rządy PO i wydaje im się, że nie może być gorzej.

      A każda zmiana wg nich będzie dobra.

      Poza tym ważne będą imponderabilia.

      ,,Wstać z klęczek'' w polityce zagranicznej. ,,Dojść do prawdy'' w kwestii smoleńskiej. ,,Walka z laicyzacją''. I.t.p.

      - Czekaj - nie rozumiem - o co chodzi z tą ,,polityką na klęczkach''?

      - Niektórym wydaje się, że średniej wielkości kraj może prowadzić na tyle samodzielną politykę, że może się absolutnie z niczym i nikim nie liczyć. To lekkie uproszczenie, ale z grubsza o to chodzi. Tymczasem w polityce nie tylko międzynarodowej istotne są trzy pojęcia: kompromis, wspólnota interesów i sojusz. I nic za darmo. Nie ma kawałków typu przyjaźń, czy coś koło tego. Jest sprawa interesów. Czyli należy zawierać strategiczne, czy taktyczne sojusze czasem rezygnując z mniej istotnych celów. Tak robił Metternich, czy inny Talleyrand. No, ale nie było przy tym machania szabelką i wypinania piersi. Taki Kuba uważa, podobnie jak jego politycznie kommilitoni, że powinniśmy się kumplować z Czechami, Słowacją, czy Węgrami i budować środkowoeuropejski obszar międzymorski. Tyle, że wśród ew. kandydatów do tego projektu nikt się przesadnie nie pali do polskiego przywództwa, w dodatku każdy forsuje swoje interesy. Oczywiście ze wszystkimi sąsiadami powinniśmy mieć dobre relacje, ale nie powinien to być pierwszorzędny cel strategiczny. Sojusz z Czechosłowacją miał ew. sens w 1938 roku, ale nie w tej chwili, zwłaszcza, że Czesi rozwiedli się ze Słowakami... W sumie potencjał Węgier, Czech i Słowacji nijak się ma do potencjału np. Niemiec.

      IMHO wśród państw ościennych naturalnymi kandydatami na strategicznych partnerów są Niemcy i Ukraina. Niemcy, to oczywista oczywistość. A Ukraina? Jeśli weszłaby do Unii przy naszej wydatnej pomocy i utrzymywalibyśmy z nią dobre kontakty, to dysponujemy wówczas potencjałem etnicznym porównywalnym z Niemcami. Pomedytuj sobie na ten temat.

      Doszliśmy do dworku prezydenckiego. Skręciliśmy w lewo. Minął nas samochód, któremu Szef przyjaźnie pomachał.

      - Kto to był?

      - Batiuszka. A czemu pytasz?

      Było mi trochę wstyd, że zmieniam temat na znacznie lżejszy, więc usiłując wybrnąć z kłopotliwej dla mnie sytuacji zapytałam.

      - A co z tą ,,smoleńską prawdą''?

      - Jeśli PiS wygra, to oczywiście wdrożą wszędzie gdzie się da ,,śledztwa smoleńskie''. Od nowa.

      - Ale?

      - Znasz takie przysłowie: ,,kto chce psa uderzyć, kij znajdzie''?

      Wzdrygnęłam się.

      - No ale Ty nie chcesz? zapytałam merdając ogonem.

      - Głupie pytanie. Czy ja Ci kiedyś jakąś krzywdę zrobiłem?

      - No nie. Ale dobrze: jak oni mogą zacząć wszystko od nowa?

      - Banalnie prosto. Np. znajdą się ,,nowe dowody''. To, że będą śledztwa smoleńskie mamy jak w banku.

      Szliśmy w kierunku parku i ,,Jasia i Małgosi''.

      - Rozumiem. A co z tą emigracją?

      - Bełkot. Kilkakrotnie więcej ludzi wyemigrowało w latach 2004-2006 niż później. Zaklinanie rzeczywistości. PiS robi to skutecznie.

      - A ta laicyzacja?

      - To bardziej skomplikowane. Swego czasu - ponad 20 lat temu zawarto parę kompromisów i choć one miały swoje wady, miały i tę zaletę, że nikomu przez dłuższy czas nie chciało się ich kwestionować. Nie tylko nich ale również całej otoczki jaka na ich bazie wyrosła. Nikt nie ruszał np. małżeństw homoseksualnych, anie kwestii aborcyjnych. A jeśli nawet to istniał w zasadzie pełny (no prawie) konsensus.

      Nawet Wojtek, który ,,od zawsze'' przełykał od deski do deski ,,Nie'' nie ruszał tego tematu. I nie bluzgał jak obecnie.

      Wiesz psie, nie można wykluczyć, że Palikot i spółka otworzyli tę puszkę Pandory.

      To oni zaczęli w sejmie inicjatywy w kwestiach światopoglądowo-moralno-jakichśtam. Związki partnerskie i inne takie. To oczywiście trzeba było załatwi ć, ale nie tak. Jak to się drzewiej mówiło: Cyryl tak, ale nie te Metody.

      - Ty naprawdę uważasz, że małżeństwo państwowe to przeżytek?

      - Nie. IMHO ono nigdy nie miało sensu. Państwo powinno być zainteresowane prawami i obowiązkami obywateli. Tak pojedynczych jak i podstawowych komórek społeczno-finansowych. I tym, by np. wspólne dzieci nie doznawały uszczerbku. Oraz relacjami cywilno-prawno-finansowymi tak wewnątrzkomórkowymi jak i w relacji z państwem.

      - Mądrze brzmi.

      - Wcale nie. Przemyśl to sobie. Kontynuując Palikot i spółka trochę wstrząsnęli sceną polityczną, skutkiem czego PO usiłując ogłaskać swoje lewe skrzydło pozbawiła się prawego, a na dodatek nic jej to nie pomogło. Dostała po obu skrzydłach. Kościół wpadł w lekką panikę. Więc teraz poprze PiS i będzie oczekiwał od nich ruchu wyprzedzającego zaostrzającego obecne ustawodawstwo.

      - W kwestii aborcji?

      - Niewykluczone. Ale również in vitro jest zagrożone.

      Dość długo szliśmy milcząc.

      - Szefie?

      - A Ty jesteś za aborcją?

      - To jest źle zadane pytanie. Jestem przeciw temu, by stosowano ją jako kolejny środek antykoncepcyjny. A w ogóle nie bardzo wyobrażam sobie, by być zwolennikiem aborcji. To jest zawsze dramat. A miłośnikiem dramatu można być tylko w przypadku, gdy dramat ma miejsce na scenie w teatrze.

      Te wszystkie sprawy trzeba jakoś rozwiązać, równość praw i.t.d. Tyle,że tego nie można robić na chama, a delikatnie. I nie ranić niczyich uczuć.

      Odnoszę wrażenie, że zabrało się za to stado słoni. Nie ubliżając słoniom.

      I na razie nie widać tu żadnego światełka w tunelu.

      Niezależnie od tego kto wygra wybory i tak będzie źle. Naród jest podzielony a żadna z sił politycznych nie ma pomysłu na pogodzenie zwaśnionych stron. A tu trzeba zadbać o obie strony. Każda ze stron ma prawo do tego, by czuć się tu dobrze i u siebie. A co mamy? PiSiory uważają, że zagarnięto im kraj. LGBT, że mają niedostateczne prawa. Jedni i drudzy nie czują się tu komfortowo. Jeśli wygra PiS, (a chyba wygra, mam nadzieję, że nie uzyska większości konstytucyjnej), to będzie przechył w kierunku narodowo-katolicko-szlachecvko-husarko-jakimś. Symbolem tego jest szlachciura z podgolonym łbem w kontuszu, niedouczony, trochę łaciny, i zestaw legend, w które wierzy jak w Biblię.

      Ale nic nie trwa wiecznie. Więc prędzej czy później pójdzie przechył w drugą stronę. I każdy z tych przechyłów będzie bolesny. Jakaś część populacji będzie się czuła źle i pewnie będzie to uzasadnione.

      - Ale istnieje ograniczenie władzy wynikające z konstytucji?

      - Konstytucję można stosować wybiórczo.

      - Na przykład?

      - Artykuł bodajże 138 (chyba) ma treść: Prezydent Rzeczypospolitej nadaje ordery i odznaczenia. Nigdzie nie jest napisane, że nadaje je osobnikom z gatunku homo sapiens.

      - No nie jest.

      - Czyli np. Ty możesz być odznaczona przez prezydenta. Po wtóre: wydaje się oczywiste, że prezydent może nadawać wyłącznie odznaczenia i ordery państwowe. Ale nie jest napisane to w konstytucji. Bo nie jest. A to oznacza, że np. tak wybiórczo interpretując konstytucję prezydent może sobie uzurpować prawo do nadawania Orderu Uśmiechu. Wyobrażasz sobie, że PAD nadaje OU np. prof. P.? Teoretycznie możliwe.

      Jak się dobrze temu przyjrzeć, to pewnie prawie każdy (jeśli nie każdy) artykuł da się tak przenicować. A pamiętaj, że u nas nie rządzi ani prawo ani nie prawnicy a absolwenci prawa stosujący różne prawne sztuczki. Wiem, przesadzam, ale takie niebezpieczeństwo jest. Już Rzymianie mawiali, że sztuczki prawne nie są prawem. Gdyby do orzekania wystarczała tylko umiejętność wychwycenia jednego konkretnego przepisu, to sędziowie byliby niepotrzebni. A niestety trzeba konfrontować racje, a także i hierarchie aktów prawnych i przepisów. Jasne?

      - Jasne, ale przecież jest Trybunał Konstytucyjny.

      -iHm...Widzisz. Pięćset lat temu żył sobie w Anglii król Henryk VIII Tudor. Miał w sumie sześć żon. Ale spójrzmy na rozstanie z pierwszą. Oczywiście chuć ciągnęła go do niejakiej Anny B. Zresztą w ogóle był jurny i nie przebierał. Starszą siostrę Anny Marię też skutecznie adorował. No dobra bez dygresji. Wracamy do problemu Henryka, który daje się zdefiniować tak: mam żonę, chcę się jej pozbyć, ale papież się nie zgadza, a papież w końcu rządzi sumieniami Europy. A tu do ucha usłużny dworak - niejaki Tomasz Cromwell doszedł do wniosku, że po prostu trzeba zmienić tu sędziego - postarać się o nowego. Zaproponował więc królowi przejęcie rządów na kościołem katolickim w Anglii. Problem rozwiązano. Cromwell został obdarowany przez wdzięcznego władcę, który ożenił się z Anną B. Aliści historia bywa okrutnie dowcipna. Cromwell skończył skrócony o głowę Anna B. też, choć jej córka po wieloletniej odsiadce w więzieniach Woodstock i Tower załapała się na koronę Anglii.

      Morał: trzeba Trybunał Konstytucyjny obstawić swoimi ludźmi, albo zagwarantować sobie możliwość rozstrzygania o konstytucyjności. Zwłaszcza, że już za pierwszych rządów PiS przymierzano się do ,,parlamentarnego zamachu'' na Trybunał.

      Oczywiście wszystko to w przypadku, gdy PiS nie będzie miał większości konstytucyjnej. Bo jeśli będzie miał, to sprawa jest prosta. Nowa konstytucja. Wiadomo jaka. Jej projekt od lat wisi na portalu PiS. Czyli koniec z trójpodziałem władzy. Rządzi wykonawcza, a ustawodawcza i sądownicza jest jej podległa.

      A Trybunał?  Na przykład: wyobraźmy sobie, że większościowy sejm zmienia ustawę o TK w taki sposób, że bez vacatio legis wprowadza nowe zasady funkcjonowania Trybunału. Trybunał odtąd jest jednoosobowy. No - prawie. Ostatecznie o konstytucyjności decyduje kot prezesa. Gdy po przebudzeniu rano wędruje do kuwety, wówczas ustawę należy uznać za niekonstytucyjną. A jak do miseczki z wodą. to ok. Można to wszystko odpowiednio obudować i dać jakąś funkcję dotychczasowym sędziom. Nie będę projektował ustawy, rzucam tylko ideę.

      - Robisz sobie jaja?

      - Dlaczego tak uważasz? Przecież obowiązuje domniemanie konstytucyjności, a TK nie będzie mógł uznać, że jest inaczej, bo wg nowej ustawy dotychczasowi sędziowie TK jak najbardziej podlegają tylko konstytucji, ale organizacja i funkcjonowanie TK już nie. Rozstrzyga kot. Nie mam nic przeciwko kotom, mógłby być to też pies, ale nie miałem dobrego pomysłu na TK w wersji psiej. Wolałbym psa, choć koty też lubię. Przepraszam Cię.

      Dawno minęliśmy ,,Jasia i Małgosię??. Doszliśmy do tężni. Szef usiadł na jednej z ławek i zaczął coś grzebać przy smartfonie.. A ja zwinęłam się w kłębek.

      Ciekawe, czy sam spisze to wszystko z dyktafonu w smartfonie, czy znów na mnie to spadnie?

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (392) Pokaż komentarze do wpisu „Blisko deptaka w Ciechocinku II”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      kosmata_morda_irasiada
      Czas publikacji:
      sobota, 21 maja 2016 23:09